USŁUGI
Poznaj nasze usługi

Outsourcing IT
w sektorze bankowym i retail

WIĘCEJ

Zarządzanie procesami
biznesowymi

WIĘCEJ

Realizacja projektów
informatycznych
Dedykowane zespoły specjalistów

WIĘCEJ

Robotyka
i automatyka procesów

WIĘCEJ

Projektowanie stron
internetowych i aplikacji

WIĘCEJ

Ruch wielokanałowy
i strategie sprzedaży

WIĘCEJ

Analiza, bezpieczeństwo IT,
zarządzanie licencjami

WIĘCEJ

Wdrożenia front/back office,
core banking

WIĘCEJ

8

LAT DZIAŁANIA

120

PROJEKTÓW

8000

WYPITYCH KAW

TECHNOLOGIE
To, czego używamy
MAPA
Tu nas znajdziesz

Mija rok od momentu, w którym rynek pracy wsiadł na rollercoaster znany bardziej pod nazwą pandemii COVID-19. Branża IT zdaje się mieć najsolidniejsze zabezpieczenia.

Mocna pozycja IT 

Wciąż istnieje duże zapotrzebowanie na wsparcie medycyny, bankowości, czy też branży ubezpieczeniowej. Ponadto, nowa rzeczywistość okazała się korzystna dla rozwoju e-commerce. 

Swoje priorytety musiała zmienić branża gastronomiczna – z wiadomych przyczyn zaczęła przykładać większą wagę do systemu dostaw jedzenia. We wszystkich wymienionych przypadkach kluczowe było wsparcie branży IT.

Transformacja procesów rekrutacyjnych

Jednym z głównych wniosków jest to, że w software house’ach wciąż ważną rolę odgrywają działy HR. Ich głównym zadaniem było znalezienie odpowiednich kandydatów do projektów, które na bieżąco pojawiały się w nowej rzeczywistości, głównie w wyżej wymienionych branżach. 

Same procesy rekrutacyjne uległy jednak pewnej transformacji. Warto wziąć na tapetę to, jak przez ostatnie miesiące zmienił się charakter pracy rekruterów w branży IT. 

Działy HR są zmuszone do przyhamowania

Jednym z często wspominanych problemów jest utrata dynamiki procesów rekrutacyjnych. Jeszcze przed pandemią były one zorganizowane, prowadzone otwarcie i sprawnie. Przeniesienie całej aktywności w tryb zdalny momentami staje się kijem wkładanym w szprychy rekruterów. Dzieje się tak z kilku przyczyn.

Wiąże się to z nagromadzeniem spotkań w kalendarzu osób odpowiedzialnych za rekrutację. Jak wiadomo, w procesie poza działem HR biorą udział także pracownicy, którzy mają bezpośrednio współpracować z potencjalnym kandydatem. 

Rozmowy rekrutacyjne, sprawdzenie zadań, konstruktywny feedback i podjęcie decyzji. Choć rozmowy zdalne wydają się być udogodnieniem, trudno jest znaleźć w kalendarzu termin, który będzie odpowiedni dla wszystkich zaangażowanych stron. 

Organizacja takich spotkań była łatwiejsza, kiedy można było nawiązać z innymi członkami bezpośredni kontakt na korytarzu biura. Dlatego usprawnienie procesów rekrutacyjnych jest dla działów HR jednym z największych wyzwań w dobie pandemii COVID-19.

Home office – nie tak idealnie?

Home office to z pozoru wymarzona forma organizacji pracy. Późniejsza pobudka, kapcie, komfort pracy w swoich czterech kątach, możliwość łączenia życia zawodowego z prywatnym. Obecnie wymuszony, ale wciąż można to traktować jako ukłon pracodawcy w stronę pracownika.

W kontekście rekrutacji IT nie jest to jednak układ idealny. Brak bezpośredniego kontaktu może prowadzić do braku uzyskania pożądanej nici porozumienia z kandydatem na dane stanowisko. Zgoda, kompetencje łatwo jest zweryfikować bez względu na formę rozmowy kwalifikacyjnej. 

Schody zaczynają się pojawiać, kiedy w grę wchodzi poznanie rozmówcy od strony psychologicznej. W kontakcie bezpośrednim o wiele łatwiej jest “wyłapać” niuanse, które wpływają na ostateczną ocenę kandydata. W rozmowie przez kamerę internetową rekruterzy są bardziej zdani na swoją intuicję. Jest to dla nich z pewnością spory poligon doświadczalny i kolejne wyzwanie, z którym muszą się zmierzyć w czasie pandemii.   

A propos, nie odkryję Ameryki, ale warto wspomnieć – sam koronawirus również wpłynął na rekrutacje. Terminy rozmów są wielokrotnie przekładane z powodu pozytywnych wyników testów na COVID-19 u rekruterów, kandydatów, czy też osób z ich otoczenia. W tym przypadku proces rekrutacyjny może zostać wznowiony po przejściu choroby. 

W tęsknocie za normalnością

Na przykładzie tych wszystkich przeszkód widać, że o ile sama branża IT nie ucierpiała na pandemii w znaczący sposób w porównaniu do wielu innych rynków pracy, o tyle rekruterzy muszą stawić czoła wielu niespotykanym dotąd wyzwaniom. 

Rekrutacja z jednej strony stała się wygodniejsza, bo przeprowadzana w domowych zakątkach. Warto jednak zaznaczyć, że proces znacznie się wydłuża. Wzrosło również prawdopodobieństwo niewłaściwego wyboru kandydata.

Coraz głośniej mówi się o tym, że model pracy home office przypadł do gustu osobom decyzyjnym w branży IT i możliwe, że zostanie utrzymany także po uporaniu się z pandemią. Nie wydaje się, żeby rekruterzy byli w pierwszym rzędzie osób, które przyklaskują temu pomysłowi.

Mówienie o kimś, że ma głowę w chmurach ma raczej negatywną konotację – ten ktoś nie interesuje się przyziemnymi, ważnymi sprawami. Zamiast tego jest rozkojarzony, podąża za alternatywnymi, często abstrakcyjnymi rozwiązaniami. 

Są jednak sytuacje, w których taki zwrot może nabrać zupełnie innego znaczenia. Wygląda na to, że od dłuższego czasu spora część branży IT zaczęła chodzić z głową w chmurach, a na początku 2021 r. to zjawisko wyłącznie się nasiliło. Warto nadmienić, że właśnie w tym przypadku jest to pozytywny proces.

Oczywiście mam tu na myśli coraz częstsze i poważniejsze inwestycje w technologię i rozwiązania chmurowe. Firmy IT od dłuższego czasu dostrzegają ich rosnący potencjał. Zapewniają m.in. dostęp do dużej mocy obliczeniowej (“on-demand”) oraz łatwość w tworzeniu dodatkowych środowisk lub maszyn, głównie w celach testowych. 

Na tej i innych korzyściach płynących z używania rozwiązań chmurowych skupię się w tym artykule. Poza zaletami związanymi z pracą codzienną, poznasz kontenery – narzędzia, które ułatwiają programistom pracę z zaawansowanej, technicznej strony. Zapraszam do lektury.

Rosnący komfort pracy zdalnej

Według danych Statista, ok. 65% pracowników branży IT w USA, Wlk. Brytanii, Kanadzie i Australii pracowało w 2020 r. w trybie zdalnym często lub zawsze. Wiele wskazuje na to, że ten odsetek będzie w bieżącym roku stale postępował.

Oczywiście, pandemia była wielokrotnie przytaczana jako główna przyczyna takiego stanu rzeczy. Tymczasem, w rzeczywistości jest ona jedynie katalizatorem nieuchronnego procesu. Procesu, który został zainicjowany znacznie wcześniej przez technologie chmurowe.

Obecnie są one wdrażane do aplikacji ułatwiających komunikację zdalną, takich jak Zoom czy Teams. Szczególnie ta druga jest na etapie wyraźnej transformacji. Nie jest już wyłącznie przestrzenią umożliwiającą prowadzenie konferencji. 

Teams stało się wielkim repozytorium, które przechowuje wszelkie dokumenty firmy. Mają do nich dostęp wszystkie zainteresowane osoby. Mogą przesyłać je między sobą i analizować na ekranie konferencji np. poprzez udostępnianie widoku swojego ekranu. Znacznie usprawnia to pracę wszystkich osób zaangażowanych w dany projekt.

Wewnątrz każdej firmy powstają różnego rodzaju grupy i podgrupy. Dzięki dostępowi do ważnych dokumentów i plików w chmurze można swobodnie dzielić je na:

  • ogólnodostępne – dotyczące wszystkich pracowników firmy;

  • prywatne – ma do nich dostęp wyłącznie określona grupa pracowników, np. należąca do jednego działu (HR, front-end, back-end, itd.) lub pracująca nad jednym projektem.

Firmy często korzystają z publicznych platform chmurowych, takich jak Google Cloud, Microsoft Azure, czy też Amazon Web Services. W wyjątkowych przypadkach można stworzyć też prywatną chmurę – jest to o wiele bardziej kosztowne przedsięwzięcie. Na jego korzyść przemawia pewność, że zamieszczone tam dane pod żadnym pozorem nie trafią w ręce osób trzecich. 

Tablica dla wszystkich  

Pracę w chmurze ułatwiają także dodatkowe aplikacje. Jedną z najwyżej ocenianych jest Microsoft Whiteboard, kompatybilna z Teams. 

W czasie klasycznych spotkań tablica zawsze pełniła nieocenioną rolę – są na niej notowane wszelkie nowe pomysły, dotychczasowe zmiany, uwagi itd. Następnie na podstawie tych notatek można jasno opracować np. kolejny etap pracy nad projektem. Do tej pory często spośród uczestników spotkania wybierany był “skryba”, który zbierał i zapisywał wszystko na tablicy. Wprowadzenie tej funkcji do spotkań zdalnych ułatwiło tę pracę.

Do wspomnianego Microsoft Whiteboard mają dostęp wszyscy. Każda osoba uczestnicząca w konferencji online może wprowadzać swoje uwagi – przez aplikację ma do dyspozycji mazaki, karteczki samoprzylepne, itd. Efekty takiej burzy mózgów można zapisać w chmurze, wracać do nich i edytować w każdej chwili. Posiadanie takiej historii działań wpływa pozytywnie na organizację i wydajność pracy

Warto jednak mieć na uwadze, jak w rzeczywistości wyglądałoby przeniesienie ogólnego dostępu do edytowania tablicy. Można wyobrazić sobie tłum dyskutujących ludzi, którzy próbują dostać się do tablicy z mazakiem i zapisać swoją myśl. Dlatego mimo tego sporego ułatwienia wciąż warto wyznaczyć osobę, która nadzoruje ten proces także w trybie online.

Kontener – chmura dla programisty

Od dłuższego czasu podobny tryb przechowywania ważnych danych jest popularny w indywidualnej pracy programisty nad aplikacją. Mowa o konteneryzacji. Na czym polega i kiedy jest stosowana?

Wyobraźmy sobie sytuację, w której programista chce przenieść tworzoną przez siebie aplikację. Powodów takiej decyzji może być wiele – np. konieczność przeprowadzenia testów, także tych destrukcyjnych, lub oddzielenie nowej aplikacji od innych, by zapewnić jej stabilność i bezpieczeństwo.

W normalnych okolicznościach takie działanie wiąże się z ponowną instalacją systemu operacyjnego, przywracaniem wszelkich konfiguracji aplikacji, czasem tworzeniem wielu kopii i instancji, z których każda może wymagać oddzielnego adresu IP, itp. Wszystkie te działania są wymagające, a przede wszystkim czasochłonne.

W tym celu powstała konteneryzacja – programista korzysta z wirtualnej jednostki, tzw. kontenera. Umieszcza tam aplikację wraz z jej wszystkimi procesami, konfiguracjami i zależnościami (bibliotekami, lokalnymi bazami danych, itd.). Może też na bieżąco testować wszelkie potencjalne rozwiązania. Każdy kontener jest bezpiecznym miejscem z wydzielonym obszarem pamięci RAM i dysku. Poza tym, posiada swój indywidualny adres IP.

Tak wygodny sposób przechowywania i przenoszenia wszelkich działań związanych z aplikacją znacznie zwiększa skuteczność i produktywność programistów. Jest to szczególnie zauważalne w dużych i średnich organizacjach, w których na bieżąco toczą się dziesiątki projektów. 

Przy zwiększonej liczbie kontenerów warto zadbać o automatyzację infrastruktury, odpowiedni workflow i skalowanie. Najpopularniejszą platformą stosowaną w tym celu od kilku lat jest Docker. W ostatnim czasie coraz popularniejszy staje się stworzony przez Google Kubernetes. Działanie tych programów można ze sobą swobodnie łączyć.

Szybciej, wyżej, mocniej, przede wszystkim łatwiej

W kontekście wyżej wymienionych trendów można lekko sparafrazować dewizę Igrzysk Olimpijskich. Od chmur i kontenerów zaczyna się łańcuch, na którym zyskują wszystkie jego elementy.

Chmury wpływają na rozwój kultury pracy, komunikacji zarówno między pracownikami poszczególnych działów firmy, jak i osób zaangażowanych w dany projekt. Praca zdalna z użyciem tych narzędzi staje się pospolitym i skutecznym działaniem. 

Z kolei kontenery zostały stworzone dla programistów. Zalety tej aktywności można podsumować krótko – mobilność, lekkość i wynikająca z nich szybkość działania. Z zaciekawieniem będziemy obserwować dalszy progres tych dwóch narzędzi. Można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie w nich leży przyszłość branży IT. 

Już wkrótce rozwiązania, o których jak dotąd myśleliśmy będąc głową w chmurach, mogą się urzeczywistnić. Wpłynie na to inny rodzaj chmur oraz kontenery.

Centrum Usług Wspólnych (ang. Center of Excellence, CoE) – nawet nie znając tego terminu, można wysunąć tezę na temat jego znaczenia. Centrum jednoznacznie kojarzy się z miejscem, w którym rozgrywają się kluczowe procesy i wydarzenia. Z kolei usługi wspólne sugerują proces, z którego korzyści czerpią obie zaangażowane strony. 

Dobrze, pograliśmy w skojarzenia. Czas przystąpić do rzeczy – czym w istocie jest Centrum Usług Wspólnych i dlaczego jego znaczenie tak wzrosło w ostatnim czasie? Zapraszamy do lektury.

Centrum Usług Wspólnych – definicja

Centrum Usług Wspólnych jest działem firmy zrzeszającym ekspertów w danych dziedzinach wiedzy, takich jak rozwiązania technologiczne, analizy biznesowe, AI, finanse i rachunkowość, HR, itd.

W strukturze firmy CoE jest oddzielną, niezależną grupą pracowników, której podlega określona specjalizacja. Dzięki temu “odosobnieniu” eksperci mogą koncentrować się na swoich głównych zadaniach – analizie bieżących wydarzeń dotyczących ich branży i dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań. Przekłada się to na maksymalną skuteczność ich pracy. Głównym celem tego działania jest sprawny rozwój biznesu na wielu polach. 

Cel stworzenia CoE jest zależny od etapu i dalszej strategii rozwoju biznesu. Może to być uruchomienie działalności, jej rozkręcenie lub transformacja.

 

Centrum Usług Wspólnych – korzyści dla IT

OK, znamy czystą definicję Centrum Usług Wspólnych. Nadajmy jej teraz kolorów IT. Jakie korzyści niesie ze sobą wprowadzenie idei CoE do tej branży? 

Głównymi dziedzinami współpracy CoE z software house są: dostęp do nowoczesnych technologii, poszukiwanie i rozwój talentów IT, kształcenie kompetencji pracowników, koncepcje biznesowe itd. Dzięki temu firma może rozwijać się we wszystkich płaszczyznach.

Według badania przeprowadzonego przez Pw, 44% CEO firm IT zaczyna dostrzegać mocną korelację pomiędzy CoE a rozwojem ich biznesu. Regularne konsultowanie decyzji z ekspertami skutkuje wprowadzaniem innowacyjnych rozwiązań, które pozwalają zdystansować konkurencję na rynku. Poza tym, wszystkie zasoby firmy są wykorzystywane w odpowiedni sposób ze względu na wiedzę, umiejętności i doświadczenie członków Centrum Usług Wspólnych.

Centrum Usług Wspólnych – na co zwracać uwagę?

Trzy czynniki znacząco wpływają na właściwe funkcjonowanie Centrum Usług Wspólnych.

  1. Standaryzacja – analizy i rozwiązania dostarczane przez pracowników CoE są elastyczną odpowiedzią na stale rozwijający się przedmiot ich badań. Rezultatami takiej strategii są: ujednolicenie usług bez względu na okoliczności, stworzenie schematu działania oraz optymalizacja kosztów.
  2. Zasoby ludzkie – eksperci zatrudniani w CoE są autorytetami w swojej branży, który z kolei wynika z ich wiedzy, doświadczenia i umiejętności. Duże znaczenie ma też ich rozbudowana sieć kontaktów. Jej głównymi wynikami mogą być zawieranie relacji biznesowych oraz pozyskiwanie nowych klientów.
  3. Niezależność eksperci CoE nie powinni być zaangażowani w decyzje dotyczące bieżących projektów. Ich głównym zadaniem jest dostarczanie schematów działania, a następnie nadzorowanie postępów projektu. Interpretacja i wdrażanie rozwiązań należą do project managera i innych jednostek podlegających CoE.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione korzyści, warto pomyśleć o stworzeniu Centrum Usług Wspólnych w Twojej firmie. Możesz zapewnić sobie właściwy rozwój Twojego biznesu poparty regularnymi konsultacjami. Takie wydarzenia jak trwająca pandemia COVID-19 wymagają racjonalnego postępowania. Dlatego zawsze dobrze jest mieć dostęp do niezależnego, świeżego spojrzenia na bieżące sprawy.

Masz więcej pytań dotyczących Centrum Usług Wspólnych? Chcesz je zbudować z nami? Zapraszamy do kontaktu.

Społeczność IT doskonale zna pojęcie długu technologicznego. Temat wciąż jednak zyskuje na aktualności, szczególnie w czasach rozwijającej się pandemii COVID-19. Czym zatem jest dzisiaj dług technologiczny, jakie są jego najnowsze przykłady i jak sobie z nim radzić? 

Dług technologiczny – ogólna definicja

Wiele projektów jest “naznaczonych” długiem technologicznym. W zasadzie, do poszukiwania tych idealnych byłaby nam potrzebna świeca. Każda wada projektu może być postrzegana jako część długu technologicznego. Niedbale napisany kod, zauważone błędy oraz używanie niezaktualizowanego oprogramowania to tylko kilka przykładów.

 

Powodów takich błędów może być wiele. Niektóre są bezpośrednio powiązane z pracownikami. Mogą być niedostatecznie zaangażowani w wykonywanie powierzonych im zadań, niewystarczająco doświadczeni itd. Duże znaczenie mają też testy oprogramowania, często przeprowadzane nieregularnie. Ich automatyzacja gwarantuje jakość i pełną kontrolę nad wadami projektu.

 

Dwie główne przyczyny długu technologicznego to jednak presja czasu i oszczędności. Firmom zależy na tym, by za wszelką cenę dotrzymać terminu ustalonego z klientami przy jednocześnie jak najniższych kosztach. Pracownicy mają jasno nakreślone, by wykonywać zadania w najkrótszy możliwy sposób. Efekty takiego działania są pozornie imponujące – produkty są dostarczane na czas, a pieniądze zostają w kieszeni. Warto jednak pamiętać, że jakikolwiek dalszy rozwój może nastąpić dopiero po eliminacji większości błędów związanych z zaciągniętym długiem technologicznym.

Dług technologiczny – do czego może doprowadzić?

W ostatnim czasie odnotowano wydarzenia, które wyraźnie ukazały negatywne konsekwencje długu technologicznego. Dowiedzieliśmy się, że używanie starego oprogramowania może prowadzić do zagrożenia bezpieczeństwa w sieci. Widać to na przykładzie stron internetowych należących do polskich polityków i prywatnych uczelni.

W 2020 r. przeprowadzono badanie, którego głównym tematem było bezpieczeństwo witryn internetowych. Dowiedzieliśmy się z niego, że aż 1062 strony polskich polityków są narażone na ataki cybernetyczne. W 65% tych przypadków nie można było określić skali zagrożenia.

Ujawniono, że do prowadzenia tych stron używano starych wersji systemów zarządzania treścią stron (ang. CMS – Content Management System). Inne błędy dotyczyły protokołów komunikacji i certyfikatów TLS. Wszystkie te czynniki możemy umieścić pod jedną etykietą: dług technologiczny.

W rezultacie ważne osoby w państwie były narażone na utratę osobistych treści i danych. Osoba, która uzyska do nich dostęp, ma uprawnienia do dowolnej edycji i ujawniania zawartości strony, co w dalszej perspektywie mogło prowadzić m.in. do dezinformacji społeczeństwa.

Podobna sytuacja miała miejsce na prywatnych uczelniach Collegium Da Vinci (Poznań) i SWPS (Warszawa). Administratorem treści ich stron jest ta sama osoba. 

W kwietniu 2020 r. profesorowie i studenci dowiedzieli się o tym, że ich hasła zostały zresetowane. Powodem miała być “awaria techniczna”.

Okazało się, że sprawa jest o wiele poważniejsza. Intruz wkradł się do systemu obu uczelni i podjął próbę zaszyfrowania wszystkich dostępnych danych. Udało się jednak zrestartować system z pomocą zapasowej kopii danych. Aby uzyskać dostęp, jego wszyscy użytkownicy byli zmuszeni ponownie aktywować swoje konta.

Także i w tym przypadku powodem zamieszania była przestarzała wersja CMS. Potencjalnym “włamywaczom” łatwo jest ominąć jej zabezpieczenia.

Dług technologiczny wstrzymuje walkę z COVID-19 w Wielkiej Brytanii  

Skutki długu technologicznego odczuła też Wielka Brytania w walce z koronawirusem. W październiku 2020 r. poinformowano o tym, że niemal 16 tysięcy potwierdzonych przypadków zakażenia nie zostało odnotowanych w statystykach prowadzonych przez PHE – jednostkę organizacyjną zajmującą się zdrowiem publicznym w Anglii.

Przyczyną tego zaniedbania był fakt, że wyniki były odnotowywane w programie Microsoft Excel, a następnie zapisywane w starym formacie XLS. Liczba rzędów jest w nim ograniczona, co sprawiało, że nie wszystkie przypadki znajdowały się np. w pliku podsumowującym bilans dnia. Wiele ludzi mogło dowiedzieć się o swoim zakażeniu zbyt późno, co tylko skomplikowało narodową walkę z COVID-19.

Wszystkie te przypadki pokazują, że dług technologiczny, tutaj brak aktualizacji oprogramowania, może prowadzić do poważnych konsekwencji. Możemy żywić nadzieję, że trwająca pandemia otworzy oczy na ten problem.

Zarządzanie długiem technologicznym

COVID-19 z pewnością uświadomił nam inny fakt – cyfryzacja naszego życia prywatnego i zawodowego zatacza olbrzymie kręgi. Większość branż musi szybko reagować na zachodzące zmiany. Przykładem są m.in. aplikacje i programy pomagające w realizacji wideokonferencji – brakuje czasu na to, by przetestować rozmaite udoskonalenia przed ich wprowadzeniem.

Warto jednak pamiętać, że dług technologiczny nie musi nieść ze sobą wyłącznie negatywnych konsekwencji. Wszystko jest zależne od tego, jak jest zarządzany.. Sama pandemia trwa już ponad pół roku, dlatego zaczynamy sobie uświadamiać, które strategie przynoszą pozytywne rezultaty.

Można wyróżnić kilka działań, które składają się na skuteczne zarządzanie długiem.

  • Tzw. świadomość wagi jakości. Właściwe zaangażowanie w projekt pozwala utrzymywać dług pod pełną kontrolą.
  • Stała kontrola procesów zachodzących w projekcie. Team jest wtedy przygotowany na szybką i skuteczną reakcję w kryzysowych momentach.
  • Regularne testowanie wprowadzanych zmian. Im częściej się je przeprowadza, tym większa jest szansa zidentyfikowania błędów we wczesnej fazie rozwoju.
  • Wprowadzanie tzw. dobrych praktyk, np. tworzenia dokumentacji technicznej, programowania w parach w celu tworzenia kodów lepszej jakości, częstego poprawiania kodów itd.
  • Organizowanie dodatkowych szkoleń dla członków zespołu.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że w branży IT dług technologiczny jest pospolitym zjawiskiem. Warto jest jednak zawsze mieć pod ręką strategie zarządzania nim. Przypadki zaniedbań w Polsce i Wielkiej Brytanii pokazują, że zaniedbania mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Poza tym, negatywną stronę długu możemy dostrzec w obliczu trwającej pandemii koronawirusa. Oczywiście, wciąż można “zaciągać” dług technologiczny, jednak musi to być w pełni świadome i kontrolowane postępowanie. Jeżeli masz więcej pytań, zapraszamy do kontaktu! 

Największe autorytety zarządzania już w I połowie XX w. wiedziały, jak dużą rolę w prowadzeniu firmy odgrywają wartości.  Jedną z pierwszych prac w których szerzej opisano rolę wartości w zarządzaniu przedsiębiorstwem, była książka Thomasa J. Petersa i Roberta H. Watermana  “Poszukiwanie doskonałości w biznesie” z 1982 r. gdzie  autorzy napisali m.in., że gdyby mieli udzielić jednej uniwersalnej rady przedsiębiorcom na podstawie obserwacji najlepszych firm, to doradziliby im stworzenie systemu wartości.

To to samo, co na samym początku przyszło nam na myśl tworząc RTC jeszcze jako Retail Technology Consulting (stąd powstał skrót ) złożoną z grupy entuzjastów pełnych zapału i determinacji aby to co realizujemy dawało nam satysfakcję a jednocześnie zdobywało uznanie wielu Klientów i było zgodne z wyznawanymi przez nas wartościami. Mimo iż z założenia firmy są tworzone jako „for profit” w naszym przypadku chodziło o coś więcej. Dzięki temu mimo wielu problemów na początku które są wspólne dla wielu firm które zmagają się z ograniczonym kapitałem i zasobami przezwyciężyliśmy wiele przeciwności stale rozszerzając nasze usługi. W konsekwencji zmian zdecydowaliśmy się na wydzielenie specjalizacji dot. rekrutacji w branży IT oraz outsourcingu usług.

Zarządzanie przez wartości jest dla nas jednym z wielu elementów zbudowania unikalnego przedsiębiorstwa oraz  przewagi konkurencyjnej.

Można powiedzieć że system wartości powstał zanim zrobiliśmy pierwszą stronę. Zespół norm i wartości towarzyszył współzałożycielom i pracownikom od samego początku jak również wielu nowym pracownikom.

Poniższe WARTOŚCI uważamy za najważniejsze w budowaniu trwałych relacji w zespole i relacjach zewnętrznych z naszymi obecnymi i przyszłymi  Klientami i Partnerami.

  1. JAKOŚĆ
  2. ZAUFANIE
  3. PARTNERSKIE RELACJE
  4. ROZWÓJ
  5. ENTUZJAZM
  6. OTWARTOŚĆ
  7. ODPOWIEDZIALNOŚĆ